wtorek, 1 marca 2011

i na koniec...

... limeryki. No bo jak inspirowane Marianowiczem i Słomczyńskim, to nie mogło by być inaczej ;) Co prawda prawdziwy limeryk powinien być plugawy, ale nastolatka inaczej rozumie to pojęcie, więc wyszło jak wyszło. Więcej starych prób literackich nie będzie, bo się nie kwalifikują. Do tych opublikowanych mam największy sentyment i są najbardziej udane. Pozostałe niech pokryje kurz.

Pewien tłusty Alojzy spod Tłuszcza,
co naskórek mu z nosa się złuszcza.
Bardzo wredną miał żonę,
także tłustą Iwonę,
a ta żona w dodatku się puszcza.

Kiedyś ciotka Alicja z Zamościa
przyjmowała u siebie gościa.
A ten gościu padalec
ciągle ssał własny palec,
bo to był taki ssak, panno mościa.

Raz na pewną staruszkę z Lublina
przewróciła się w kuchni drabina.
Babcia pod meblem siedzi,
aż przybiegli sąsiedzi.
A ta stara ze złości przeklina.

Pewien chory Walenty z Ustrzyków
ujrzał odmienną barwę swych sików.
Lekarz zbadał te siki.
Pacjent robi uniki,
bo panicznie się boi zastrzyków.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza