Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literacko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literacko. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

Konkurs w Lawendowym Domu

Wkrótce w księgarniach ukaże się nowa książka Beaty Lipov "Dzieciaki w naturze". Egzemplarz ze specjalną dedykacją można wygrać w konkursie na blogu Lawendowego Domu. Sama mam na niego chrapkę.

wtorek, 1 marca 2011

i na koniec...

... limeryki. No bo jak inspirowane Marianowiczem i Słomczyńskim, to nie mogło by być inaczej ;) Co prawda prawdziwy limeryk powinien być plugawy, ale nastolatka inaczej rozumie to pojęcie, więc wyszło jak wyszło. Więcej starych prób literackich nie będzie, bo się nie kwalifikują. Do tych opublikowanych mam największy sentyment i są najbardziej udane. Pozostałe niech pokryje kurz.

Pewien tłusty Alojzy spod Tłuszcza,
co naskórek mu z nosa się złuszcza.
Bardzo wredną miał żonę,
także tłustą Iwonę,
a ta żona w dodatku się puszcza.

Kiedyś ciotka Alicja z Zamościa
przyjmowała u siebie gościa.
A ten gościu padalec
ciągle ssał własny palec,
bo to był taki ssak, panno mościa.

Raz na pewną staruszkę z Lublina
przewróciła się w kuchni drabina.
Babcia pod meblem siedzi,
aż przybiegli sąsiedzi.
A ta stara ze złości przeklina.

Pewien chory Walenty z Ustrzyków
ujrzał odmienną barwę swych sików.
Lekarz zbadał te siki.
Pacjent robi uniki,
bo panicznie się boi zastrzyków.

i kolejne...

... rymowanie, marne, ale jakiż mam do tego sentyment ;) Ten tekst powstał jeszcze jak byłam w technikum, więc tematyka branżowa. Słownictwo też "budowlane". Wierszyk został opublikowany w utworzonej przeze mnie szkolnej gazecie "TABu". W tamtych czasach byłam zafascynowana twórczością Antoniego Marianowicza, Macieja Słomczyńskiego i Boya-Żeleńskiego. Zresztą do dziś jestem. Od mistrzów dzielą mnie oczywiście lata świetlne, ale mam nadzieję, że da się spostrzec inspiracje. Osoby wrażliwe mogą nie czytać ;)

Teatrzyk „Rym” z Częstochowy ma zaszczyt przedstawić:

„ŁATWE ROZWIĄZANIE”

WYSTĘPUJĄ: miska klozetowa potocznie zwana kiblem, umywalka, hydraulik

Umywalka pochlipuje. Kapie jej od tego z kranu.


KIBEL:

Coś się dzieje tam za pralką.
Czemu płaczesz umywalko?


Umywalka we łzach tonie.

UMYWALKA:
Ach! Dlatego wodę ronię,
Bo poważne mam powody.
W mym syfonie nie ma wody
I odbija mi się szpetnie.

KIBEL:
Niech se korek pani wetknie,
Bo strujemy się tu razem
Tym niezbyt przyjemnym gazem.

UMYWALKA:
Ten gbur więc się ze mnie śmieje!
Niech go, łotra, mocz zaleje.
Sam podlejsze ma zadanie.
Jedzie z niego niesłychanie,
Gdy zostawi ktoś odchody
I nie spuści potem wody.
Milcz! I deską się zatrzaśnij!
Może wanna mi wyjaśni,
Czemu z ciebie taki drań
Względem sanitarnych pań.

Klop się zassał mimochodem.

UMYWALKA:
Jak skończyłeś, to spuść wodę.

KIBEL:
Czemu kraczesz jak ta wrona?
Przecież jesteś uszkodzona.
Jeszcze pęknie ci emalia,
Taka ze mnie jest kanalia.
Mam przyjaciół, więc uważaj
I się lepiej nie odgrażaj,
Gdy mi ktoś zabrudzi środek,
To ma spłuczka spuści wodę.
Rezerwuar jej pomaga,
Więc nie straszna mi zniewaga.

UMYWALKA:
Takich uwag wprost nie znoszę!
(pokornie) O naprawę bardzo proszę.

Umywalka spokorniała,
Niespokojna stoi cała,
Chce mieć części całkiem nowe.
Lecz usługi remontowe
W Polsce są drogie okropnie.
Ale ona swego dopnie:
Nadal w bólu chlipie kranem,
Płytki w WuCe już zalane.
Wreszcie w swoich prośbach mocna
Doprosiła się fachowca.

HYDRAULIK:
(Stwierdził prędko) Do wymiany!
I odkręcił ją od ściany.

no i...

... wzięło mnie na wspominki ;) Tym razem postanowiłam ocalić od zapomnienia moje wypociny pisarskie :)
Ten wierszyk powstał na pierwszym roku studiów i jest opisem autentycznych wydarzeń, więc zmienię jedno nazwisko pojawiajace sie w tekście. Pracowałam wówczas w pracowni konstrukcyjnej w bardzo fajnym zespole. Pracownia miesciła się przy ulicy Pachnącej, a z kibelka naprawde porządnie odbijało, więc jak mogłam nie wykorzystać takiej ironii losu? ;)

Metro Natolin, później Belgradzka,
Lasek Brzozowy mijasz znienacka
i na Pachnącej jesteś przy płocie.
Wchodzisz. Przez chwilę musisz brnąć w błocie.
Stajesz przed drzwiami - ta zabudowa,
to nasza właśnie pracownia nowa.
Mijasz kibelek, z którego śmierdzi
-tak każdy tutaj wchodzący twierdzi.
Wchodzisz na piętro, jesteś już blisko,
z ósmego stopnia zobaczysz wszystko:
siedzi pan Janek, czyta gazetę,
w ręku kanapkę trzyma z kotletem.
Obok w klęczniku swoim Małgosia
zamiata deskę szczoteczką z włosia.
Małgosia mówi świńskie kawały,
z których się zespół zaśmiewa cały,
a w swoim kącie, zaraz przy oknie,
Agnieszka się rumieni przelotnie.
Pan Janek ślęczy nad rzutem piwnic:
„Ci architekci jacyś są dziwni!
Już setny raz poprawiam wjazd,
a tych filarków jak w dupie drzazg!”
Andrzeja wszyscy codziennie słyszą,
jak dyskutuje ze swoja myszą
Od komputera dostał już bzika,
nawet gdy mówi, to czasem klika.
Marek uderza w deskę z impetem.
Pan Janek dławi się swym kotletem.
Spadają z blatów rapidografy,
Małgosia chowa noże do szafy.
Pan Marek sprawdza w ten sposób sam
użytkowania graniczny stan.
Nagle do biura wpada tornado!
Wszyscy po sobie już uszy kładą
Chytry uśmieszek, króciutkie włoski,
a się nazywa Marek Myszkowski*.
Śmieje się, krzyczy, komórka dzwoni,
a jego myśli nikt nie dogoni.
Pan Janek ciągle nanosi zmiany.
Pan Marek kręci się zatroskany
i w jego mądrej czytamy minie:
„Oby ten projekt oddać w terminie".
Trzeba się trochę zmobilizować,
aby za tydzień stan „0” oddać.
Agnieszka stopy, Małgosia pale!
Wszyscy szczęśliwi? No to wspaniale!”
Do późnej nocy wre tu robota,
środa i czwartek, piątek, sobota,
niedziela, święta - zespół pracuje.
Pan Marek belki nam projektuje,
a pani Ewa - mogę dać głowę -
niedługo wstawi łóżka polowe.
Bo pani Ewa czuwa nad nami
i za robotę płaci setkami,
daje urlopy, czasem opieprzy.
Jaki szef może od niej być lepszy?!
Czasem nam wszystkim wino postawi.
Słowem - tu można dobrze się bawić.
A po zabawie znowu do kalek.
Praca nie zraża nikogo wcale.
Nasza Małgosia podczernia ściany.
Rzuca się w oczy obrus zalany.
Całkiem wesoło jest tu i miło...
Ale od kiedy w rurach coś zgniło,
nikt obojętnie na to nie machnie,
a na PACHNĄCEJ wcale nie PACHNIE!

* nazwisko zostało zmienione ;)

piątek, 28 stycznia 2011

jest...

... trzeci numer magazynu Sukienki Spodenki! Kolorowy, karnawałowy, a w nim aż trzy moje teksty, pięknie ilustrowane przez Agnieszkę Świejkowską i Beatę Markowską. W numerze znajdziecie też pomysły na kreatywne zabawy z dzieckiem i piękne fotografie Kasi Korza. Zapraszamy do lektury :)

środa, 19 stycznia 2011

Jestem...

... wzruszona, baaaaardzo :) Na razie nic konkretniego więcej nie zdradzę, zobaczcie tutaj co Aga zrobiła ;)

niedziela, 19 grudnia 2010

poniedziałek, 15 listopada 2010

Coś...

... zupełnie innego. Zostałam poproszona o współudział w pewnym przedsięwzięciu ;) Inicjatorka tegoż jest mi dobrze znana i podziwiana, więc zangażowałam się z ochotą. I Wam również polecam gorąco. W pierwszym numerze znalazły się moje kocie łby i dwa opowiadania, które mam nadzieję będą ukazywać się cyklicznie.